Jestem już doświadczona w sprawach związanych z wychodzeniem poza ciało fizyczne. Wielu z Was zapewne ma wątpliwości odnośnie takiej podróży i zadaje sobie pytania: czy to sen, czy prawda? Owszem, nie zaprzeczam, że to prawda. Wychodzę z ciała- ja, jaki i kilka osób, które znam. Może najpierw zacznę od zagrożeń związanych z owymi podróżami.
ZAGROŻENIA:
- można dostać tzw. szoku i może on negatywnie wpłynąć na psychikę.
- człowiek w ten sposób bardziej otwiera się na świat duchowy- może przyczepić się poltergeist, a potem to już może być bardzo nieprzyjemnie...
FIKCJA:
- jak za daleko oddali się od ciała można już nie wrócić i umrzeć
- jeśli przerwie się tzw. „srebrną nić” łączącą ciało i duszę automatycznie umierasz
O CZYM TRZEBA PAMIĘTAĆ:
-nie wolno się bać, wiadomo, strach jest rzeczą ludzką, jednak trzeba panować nad nim.
-warto stosować ochronę tj. amulety, bariery przeciw złym bytom oraz się oczyścić; tak samo przed jak i po podróży
Swoją pierwszą, świadomą podróż pierwszy raz odbyłam w wieku 13 lat, spotkałam wtedy trzy dusze. Dwójkę dzieci i jednego mężczyznę. W sumie, jak byłam o wiele młodsza, to miałam z nimi styczność- wtedy nie wiedziałam że to oni- było kilka historii z tym związanych, ale nie o duchach teraz chciałam mówić. Przez innych domowników też były odczuwane.
Po powrocie doczepił się do mnie poltergeist. Przeżyłam horror. Doznawałam częstych paraliży sennych. W sumie one są naturalne podczas zasypiania i w czasie snu. Przerażające są wtedy, kiedy nic się nie dzieje, nie śpimy i nagle czujemy uderzenie w tył głowy. W momencie uderzenia widziałam w wyobraźni jakby mały młoteczek, który nagle się pokazywał i robił uderzający ruch. Z początku pojawiały średnio raz w tygodniu. Gdy przez tydzień nie miałam paraliżu, to w następnym tygodniu było już tylko gorzej. Raz miałam przerażającą sytuację. Gdy się już wybudziłam, złapał mnie znów w paraliż. Chciałam to przeczekać, ale zaczęłam panikować gdy nie przestawał puszczać. Kiedy puściło schowałam się pod kołdrę, gdzie po raz kolejny mnie dorwało, po czym rzuciłam się do przodu, gdzie znowu to się stało. Towarzyszyły mi przez ten czas koszmary.
Męczyłam się tak niecały rok, ale poradziłam sobie i przerwałam rozwój duchowy na parę lat przez te okropne doświadczenia.
Piszę to, nie po to, żeby was nastraszyć czy też zniechęcić, lecz aby was pouczyć, abyście nie mieli potem problemów.
Gdy już wiemy, że chcemy doświadczyć tego nieznanego, to jak się za to zabrać? Powiem prosto- olejcie wszystko, co piszą w Internecie jakieś 3+1 czy inne tego typu metody. Olać to. Nie mówię, że są nie skuteczne, ale podam wam najzwyklejszy klucz do sukcesu.
1. Pierwsze, co należy wykonać, to ułożyć się wygodnie, najlepiej w łóżku.
2. Kolejnym punktem będzie wywołanie tak zwanych wibracji od stóp do głowy. Skupcie się na palcach jak przepływa tam energia- niech ona się pnie powoli do góry. Będziecie czuć przyjemne mrowienie.
3. Kolejnym, nieco cięższym punktem, będzie utrzymanie świadomości aż do paraliżu sennego. Trzeba całkowicie zamknąć myśli i czekać. Moim zdaniem to jedna z cięższych czynności do wykonania (nawet nie wiem co trudniejsze- to czy próba odklejenia się od ciała. Trzeba to wyczuć).
4. Ostatnim punktem będzie wyjście. Poczujcie swoje ciało astralne. Starajcie się nim wyjść a nie ruszać materialną ręką dla zabawy. Możecie próbować huśtawek, linek, a nawet poprosić opiekuna o wypchnięcie.
Jeśli się udało. Serdecznie Gratuluję. Powrót trudny nie jest. Możecie pomyśleć o ciele i wracacie. I tylko tyle. Pamiętajcie jedynie aby nie wpadać w panikę, ani nie ufać stworzeniom tam napotkanym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz